Mała syrenka, H.C. Andersen i najlepszy fast food na świecie!

Nastał nowy rok a my jeszcze żyliśmy naszym wyjazdem do Chin. Z drugiej jednak strony czuliśmy, że już najwyższy czas by zacząć planować, przeszukiwać strony linii lotniczych i wybierać nowe kierunki, w które chcielibyśmy się udać. Chyba każdy kto pracuje na etacie i lubi sobie wyjechać od czasu do czasu, żyje z roku na rok od jednego urlopu do drugiego. Nowe 20+ dni wolnego! Myślisz, że to tak dużo a w praktyce zawsze jest za mało. Tak więc nie zaplanowaliśmy podróży dookoła świata (jeszcze), nie pojedziemy na urlop dłuższy niż 2-3 tygodnie (w nastepnym roku sobie odbijemy), ale jak się okazało, pewne decyzje zapadają niezmiernie szybko i już po tygodniu, pierwsze 6 miesięcy mieliśmy zaplanowane (o konkretach póki co cicho sza…). Nasz podróżniczy rok postanowiliśmy rozpocząć od weekendu w Kopenhadze. I choć oboje jesteśmy jednostkami ciepłolubnymi, a na codzień zamieszkujemy prawdziwą Krainę Deszczowców stwierdziliśmy, że nie możemy w nieskończoność omijać wyjazdów zimowych i wyjazdów na północ. 

Mała Syrenka

Było zimno, było nawet bardzo zimno, na co mentalnie nie do końca się przygotowaliśmy ale dzielnie stawiliśmy czoła przeciwnościom losu i nie daliśmy się zamknąć w pokoju hostelowym (choć bardzo ładnym i cieplutkim). Moc siły sugestii bywa niedoceniana i tak udając, że przecież nie jest tak źle wybraliśmy się na rejs po kanałach Kopenhagi, niczym w Amsterdamie. Pomysł okazał się być całkiem trafiony, gdyż ze względu na kompletny brak przygotowania, szybka poglądówka gdzie?, co? i jak?, była bardzo przydatna.

Nyhavn

Kopenhaga zaskoczyła nas swoją architekturą, kolorami i klimatem jakiego spodziewałam się zaznać kiedyś dawno temu w Paryżu (niestety nie udało się). Pomimo mrozu miasto sprawiało wrażenie otwartego, przytulnego i ciepłego (w sensie gościnności raczej niż temperatur panujących na zewnątrz). Spacer ulicami bez większego celu, przerywany raz na jakiś czas przystankiem w małej kawiarnii, gorąca kawa i wypiekane na miejscu ciacho skutecznie podtrzymywały nasz entuzjazm.  

Budynek giełdy

Gdzieś na Torvegade

Kościół Najświętszego Zbawiciela

Ratusz na H.C. Andersen Blvd.

Baśniopisarz we własnej osobie – mistrz H.C. Andersen

Zupełną niespodzianką okazały się: uroczysta zmiana warty gwardii królewskiej przy pałacu Amalienborg, możliwość obserwowania sakramentu chrztu prawosławnego w Cerkwii Św. Aleksandra Newskiego i nieplanowany koncert organowy w Kościele Najświętszego Zbawiciela. Brzmi trochę religijnie ale wizyta w kościele to też niezły patent by się trochę ogrzać i jak się okazuje, może ona dostarczyć wielu emocji nie tylko podczas mszy świętej 😉

uroczysta zmiana warty przy Pałacu Amalienborg

„koncert” organowy 🙂

Dla kontrastu, będąc w Kopenhadze, nie można sobie odmówić wizyty w Christianii w dzielnicy Christianshavn. Niezależna komuna hippisowska, gdzie jej mieszkańcy stanowią sami o sobie i dążą do osiągnięcia pełnej niezależności ekonomicznej to istny unikat (przynajmniej na skalę europejską). Jeżeli przyjdzie Wam się zapuścić w tamte rejony to powinniście pamiętać o kilku zasadach, które uchronią Was przed kłopotami:

  1. Nie stosuj przemocy
  2. Nie filmuj ani nie rób zdjęć
  3. Nie biegaj (możesz zostać wzięty za złodzieja, lub o zgrozo za policjana)

jedno z wejść do Christianii
This photo of Christiania is courtesy of TripAdvisor
 
This photo of Christiania is courtesy of TripAdvisor
Christiania prócz malowniczych chatek, wymyślnych rękodzieł i kolorowych grafitti dla miłośników kultury i twórczości alternatywnej, oferuje również atrakcje dla fanów amsterdamskich coffee shopów. Pomimo usilnych starań polityków i policji, na wolnym powietrzu odbywa się tam „legalny” handel haszyszem i marihuaną (dostępne odmianny z całego świata). Przemierzając Pusher St. otoczeni jesteśmy całą masą straganów ze świeżym ziołem jak na bazarze z warzywami, do wyboru do koloru.
A skoro jesteśmy już przy używkach, wielbiciele nieco mniejszych wrażeń,  mogą udać się do Muzeum Carlsberga. Jak dla mnie nic powalającego ale być może dlatego, że nie lubię piwa. Jak na największy duński browar wydaje mi się, że cała aranżacja muzeum mogłaby być bardziej interesująca – w końcu skandynawski design to nie byle co… Poza bardzo ciekawą architekturą, historią powstania browaru i największą na świecie kolekcją nigdy nieotwartych butelek piwa z całego świata, dla mnie NUDY.
wrota Carlsberga

największa na świecie kolekcja zamkniętych butelek piwa

kominy Carlsberga
A wiecie czego nie możecie sobie odmówić jak bedziecie w Kopenhadze? 
Hot doga! Tak, tak… dobrze czytacie, hot doga koniecznie z czerwoną kiełbaską i wszystkimi dodatkami. Sprzedawane w wolnostojących budkach na ulicy, tanie i przepyszne. Najlepsze hot dogi jakie w życiu próbowaliśmy 🙂

Zdrówko proszę Państwa!






2 myśli w temacie “Mała syrenka, H.C. Andersen i najlepszy fast food na świecie!

  1. Hej Aga! Z ręką na sercu oboje polecamy Kopenhagę. Wywarła na nas bardzo dobre wrażenie i oboje chcemy jeszcze tam wrócić. W maju to bedzie obłęd – te wszystkie kawiarenki tętniące życiem… ach zazdroszczę (tak pozytywnie) i czekam na relację 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: