Jak u Hitchcock’a

Jadąc na Islandię marzyło mi się przekroczenie koła podbiegunowego. Tak się złożyło, że nasz przyjazd do Dalvíku nie pokrył się z rozkładem promów na wyspę Grímsey. Lot z Akureyri byłby dużą rozrzutnością (ok €60 na osobę w jedną stronę), więc postanowiliśmy pojechać do Raufarhöfn, skąd według Lonely Planet, była możliwość popłynięcia łodzią w Ocean Północnoatlantycki i przekroczenia magicznej granicy koła podbiegunowego. Po żmudnych poszukiwaniach firmy Arctic Travel i kontakcie telefonicznym dowiedzieliśmy się, że usługa ta nie jest już dostępna, a firma się zamknęła. Ależ byłam rozczarowana… 😦 Wpatrując się jednak w mapę Islandii wpadłam na pomysł trasy do Hraunhafnartangi – jednego z najbardziej wysuniętych na północ krańców wyspy. Dojazd nie był najlepszy, ale też nie gorszy od tego na fiordach wschodnich




Żwirowa droga na sam kraniec Islandii wiedzie zdłuż wybrzeża, do kopca Þorgeir Havarsson i jego towarzyszy, wojowników z islandzkiej sagi Fóstbrœðra. Nie da się tam dojechać samochodem, a spacer tam i z powrotem trwa około 1 – 1,5 godziny. Hraunhafnartangi przez długi czas był uznawany za najbardziej wysunięty na północ punkt Islandii. Według nowych pomiarów Rifstangi leży nieco dalej, ale podobno różnica jest bardzo mała.
Daniel nie był zachwycony 1,5 godzinnym spacerem, ale dał się w końcu namówić. 



W drodze do latarni morskiej mijaliśmy sterty drewnianych bali, szczątki zwierząt, sieci rybackich, lin i śmieci wyrzuconych przez Morze Arktyczne. Ten z pozoru nudny spacer okazał się być pełną emocji przeprawą, gdyż po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że znajdujemy się w samym centrum gniazdowania rybitw, kaczek i innych ptaków. Zupełnie nieświadomie wprowadziliśmy jedno wielkie zamieszanie. Kaczki siedziały na gniazdach cichutko jak makiem zasiał i udawały, że są niewidoczne, inne ptaki udawały zranione by odciągnąć nas od swoich gniazd, ale za to rybitwy… te jak wściekłe latały nam nad głowami próbując przegonić gdzie pieprz rośnie. Pikowały w dół, żeby nas przestraszyć na tyle skutecznie, że jedna z nich dziobnęła Daniela w głowę!



Koło podbiegunowe znajduje się zaledwie 3 km na północ. Każdy za przejście tej drogi jest uprawniony do otrzymania certyfikatu poświadczającego, który można odebrać w hotelu Norðurljós („Northern Lights”) w miejscowości Raufarhofn – mała rzecz a cieszy!




Na noc zatrzymaliśmy się w Reyðarfjörður – super miejscówka z pięknymi widokami, ciepłym prysznicem i pachnącym kwiatami powietrzem. Po pełnym wrażeń dniu nie mogliśmy marzyć o niczym innym. Niestety nasza sielanka  na koniec dnia została zburzona przez drobny wypadek przy rozpakowywaniu auta. Jak to zwykle ze mną bywa, zawsze wsadzam paluchy nie tam gdzie trzeba, co miało miejsce i tym razem… i co skończyło się zatrzaśnięciem drzwi samochodu razem z prawym palcem wskazującym. Uderzenie gorąca, mroczki przed oczami i kołaczące się w głowie pytanie: złamany czy nie? Na szczęście skończyło się tylko na strachu, palec choć obolały i zakrwawiony nadal mógł spełniać swoją istotną, fotograficzną funkcję więc odetchnęłam z ulgą 🙂


Więcej zdjęć z dalekiej północy i Hraunhafnartangi.




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: