Lodowcowa ekspedycja

Pobudka 7.00 rano, szybkie śniadanie, toaleta, namiot złożony i już jesteśmy gotowi na 4-godzinny trekking po lodowcu Svínafellsjökull. Przed wyprawą zostajemy wyposażeni w odpowiedni sprzęt: kaski, raki, czekany… jak na prawdziwą polarną ekspedycję. Pełni ekscytacji, po szybkim przeszkoleniu ruszamy z naszym przewodnikiem z Icelandic Mountain Guides, na ujarzmienie białego potwora. 


Bylo Suuuper!!!!!!!

Opcja, na którą się zdecydowaliśmy to trasa o umiarkowanym stopniu trudności. Minimalny wymagany wiek to 14 lat, więc w sam raz coś dla nas ;). Cały trekking wiódł pomiędzy najbardziej spektakularnymi islandzkimi szczytami, w tym najwyższym na całej wyspie, Hvannadalshnúkur. Cudowna kraina lodu stworzona przez wodę, głębokie szczeliny i dziwacznie ukształtowane lodowe formy. Kolory, faktury i kształty po prostu zachwycają i dziwią. Błękitne uskoki są niezwykle złudne i niebezpieczne. Pod powierzchnią krystalicznie czystej wody kryje się nieskończenie głęboka czeluść, w którą łatwo wpaść, lecz znacznie trudniej z niej się wydostać. 
Cała wyprawa dostarczyła nam bardzo wiele emocji. Nauczyliśmy się jak chodzić w rakach, jak używać czekanów. Mieliśmy okazję wspinać się na linach i przypięci karabińczykami chodzić po stromych zboczach pod okiem wprawnych przewodników. 
Oboje stwierdzamy, że 4 godziny były wystarczające i że jednodniowa wycieczka, choć penetrująca znacznie więcej, byłaby męcząca. Cała wyprawa kosztowała nas 12.500 ISK na osobę, czyli ok 360 PLN na osobę.



Po powrocie do centrum turystycznego w Skaftafell wzięliśmy szybki prysznic, posililiśmy się ciepłą zupą i ruszyliśmy dalej – kierunek Vík. Tego wieczora mamy największe załamanie pogody podczas całej naszej podróży. Ledwo co udaje nam się rozbić namiot. Wiele osób rezygnuje z kempingu i udaje się do pobliskiego hotelu, gdyż wiatr skutecznie zmiata namioty z powierzchni pola namiotowego. Inni szukają miejsc jak najbardziej osłoniętych od wichury, a niektórzy decydują się na nocleg w cześci wspólnej administracyjnego budynku kempingu. Noc była ciężka, z małą ilością snu ale daliśmy radę dotrwać do rana i co najważniejsze, nasz namiot razem z nami!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: