Jak poradziliśmy sobie ze styczniową depresją?

To był jeden z najdłuższych tygodni w roku. Niby 5 dni pracy, ale każdy dłużył się w nieskończoność. Po świątecznej labie ciężko było wrócić do codziennego rytmu. Najgorszy dzień w roku, blue Monday, zbliżał się wielkimi krokami. Niewiele myśląc postanowiliśmy nie dać się styczniowej depresji i uciec na południe Europy. Weekend upłynął nam na „plażowaniu”, spacerowaniu i fotografowaniu.
Brak planu i „bezcelowe” błądzenie po najdalej wysuniętych na zachód zakątkach Europy kontynentalnej okazały się być wspaniałym pomysłem na zduszenie styczniowej depresji w zarodku.
Ciepłe promienie zimowego słońca, jakże inne od irlandzkiej szarugi o tej porze roku, skutecznie naładowały nasze akumulatory. Piękne, puste plaże i równie opustoszałe wąskie uliczki Albuferii umożliwiły nam niespieszne spacery i stworzyły iluzję posiadania tych miejsc na wyłączność. Z resztą zobaczcie sami…
Plaża w Albufeirii

Puste uliczki w Albufeirii

Praia da Coelha

gdzieś w okolicach Alvor
Popularna wśród surferów wietrzna plaża Cordoama również była zupełnie pusta. Majestatyczne klify, wzburzone fale, wiatr i my… było cudnie.

Praia da Cordoama

Niegdysiejszy koniec świata, Przylądek Świętego Wincentego też nie był oblegany przez turystów. Nawet w sklepie przy latarni morskiej nie było sprzedawcy, choć był otwarty.
Cabo de São Vicente – Przylądek Świętego Wincentego

Praia do Amado

Niestety poza sezonem nie da się popłynąć łodzią do słynnej jaskini Benagil, jeżeli takowej się nie posiada, ale plaża da Marinha skuteczenie zrekompensowała nasze rozczarowanie. Udało nam się zobaczyć pocztówkowe łuki skalne plaż Algarve i nacieszyć oczy pięknymi widokami.

Praia da Marinha

Faro czekało na nas w deszczu. Kolorowe azulejos, drzwi, okiennice i znów zupełnie puste, wąskie uliczki, które bezkarnie przemierzaliśmy z aparatem w dłoni. 
Puste uliczki Faro

Koniec końcem, najgorszy dzień w roku przeżyliśmy zupełnie bezboleśnie, a styczniowej chandry wcale nie odczuliśmy. Piękne słońce, ciepły wiatr i przyjemny deszczyk okazały się być w sam raz na naładowanie baterii do kolejnego wyjazdu 🙂 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: