07/09 Hiszpańskie zagłębie sherry i … plaża!

Jerez de la Frontera, hiszpańską stolicę produkcji sherry, nie mogliśmy pominąć podczas naszej wycieczki. Brytyjscy kupcy, w tym mieście stworzyli anglo-andalyzjskie dynastie producentów jak np, Snademan, którego bodegę odwiedziliśmy. Tam dowiedzieliśmy się o historii powstania marki Sandeman, tajemniczego logo oraz poznaliśmy różnicę pomiędzy sherry fino, amontillado i oloroso. Sama degustacja sherry była znakomitym zwieńczem naszej wizyty 🙂






W Centro Tematico la Atalaya wstąpiliśmy do Palacio del Tiempo (Muzeum Zegarków), gdzie mogliśmy podziwiać niesamowitą kolekcję angielskich i francuskich zagarów (podobno najwspanialszą w Europie). Za 6 EUR za osobę mieliśmy prywatnego przewodnika, który opowiedział nam o eksponowanych w muzeum zegarach. Dodatkową atrakcją gratis był chwilowy brak prądu podczas zwiedzania (ciekawe czy alarm by zadziałał gdybyśmy skusili się na jeden z XVI-sto wiecznych zegarów…).










i jeszcze kilka zdjęć z samego Jerez de la Frontera…





Resztę dnia spędziliśmy na plaży Santa Maria w Kadyksie gdzie mogliśmy poleniuchować, wygrzać nasze kości na słońcu i popływać w cieplutkim oceanie.

W Kadyksie również można skorzystać z turystycznego autobusu hop-on hop-off 15 EUR za osobę, który przejeżdża obok największych atrakcji miasta: Katedry, Parque Genoves, Plaza San Juan Dios… etc.

To był nasz ostatni dzień w Kadyksie, najstarszym mieście Europy. Piękne plaże, ciepły ocean, jasne elewacje pięknych budynków, cykady,  i cudowny zachód słońca to zdecydowanie argumenty za odwiedzeniem tego miejsca.







06/09 – Pueblo blanco i zachód słońca w Kadyksie…

Tego dnia opuściliśmy Sewillę i wyruszyliuśmy w kierunku Kadyksu. Po drodze postanowiliśmy zwiedzić jedno z andaluzyjskich pueblos blancos – Arcos de la Frontera. Jest to niewielkie, ciche miasteczko z wąskimi uliczkami, bielonymi ścianami domów, kolorowymi patiami, wyrabianą ręcznie ceramiką i bardzo czosnkowym gazpacho 🙂 Naszym zdaniem zdecydowanie warte odwiedzenia.



















































Do Kadyksu dotarliśmy późnym popołudniem. Hotel Puertatierra okazał się być przyjemnym miejscem na spędzenie kolejnych 2 dni w Kadyksie (choć śniadania nie były rewelacyjne).
Po zakwaterowaniu w hotelu udaliśmy sie na wieczorny spacer plażą Santa Maria, gdzie podziwialiśmyu zachód słońca, a następnie wyruszyliśmy w stronę górującej nad miastem Katedry.


































05/09 Przygodo, przygodo….

Przygodo, przygodo…
trochę będzie szkodo… 😉


A wszystko zaczęło się od porannych (ok godz. 6.00 rano) zegarka. Niestety tego dnia się nie wyspaliśmy gdzyż Daniel żądny przygód nie mógł się doczekać kolejnych wrażeń. Aby mu ich dostarczyć z samego rana wybraliśmy się na sewilską korridę – Plaza de Toros de la Maestranza (wizyta tylko z przewodnikiem – 6,50 EUR za osobę). W związku z tym, że była to nasza pierwsza wizyta na arenie korridy wydawało nam się, że sama arena do walki z bykami będzie większa… Natomiast kontrastujące kolory niebieskiego nieba, biało-żółtych ścian, czerwonych band i intensywnie ceglastego koloru piachu wywarły na nas bardzo duże wrażenie.
Muzeum korridy przedstawia historię samej korridy, znanych torreadorów oraz byków, które swą walecznościa zdobyły sobie miejsce w muzeum. Nasz przewodnik był neutralny jeżeli chodzi o słuszność bądź brutalność korridy. Nasze odczucia…? Mieszane…, hiszpańska duma z tradycji przeplata się z poczuciem winy, temat kontrowersyjny i trudny do oceny.















































Brak czasu, bolące nogi i chęć zobaczenia Sewilli spowodowały, że postanowiliśmy skorzystać z turystycznego autobusu Hop on – Hop off – w ten sposób mogliśmy zobaczyć największe atrakcje turystyczne stolicy Andaluzji, jak Plaza de Toros, Uniwersytet, Plaza de America i tajemniczą Trianę. W cenie 16 EUR za osobę można skorzystać również z przejazdu trasą ‚Sevilla Romantico’ i ‚Sevilla Luminado’, z których skorzystaliśmy wieczorem 😀


























A to już zdjęcia z wieczornego Tour de Sevilla Luminado




















Tego dnia również udaliśmy sie do Parku Maria Luisa, gdzie na Plaza de Espana, za 5 EUR można skorzystać z 35 minutowej przejażdżki łódką (kanały i mostki przypominają te z Wenecji). Park sam w sobie jest piękny i znakomicie nadaje się na po południową sjestę (krótką drzemkę w cieniu, podczas 40 stopniowych upałów).




















































Podsumowując naszą wizytę w Sewilli możemy z całą pewnością powiedzieć, ze jest to miasto warte odwiedzenia, miasto gdzie zwykłe przedmieścia mieszają się z niesamowitą kolonialną architekturą.
Dla mnie osobiście to miejsce oblężone przez turystów, jak na stolicę Andaluzji przystało, kolejek do ‚obowiązkowych’ atrakcji turystycznych, zielonych pomarańczy (wrzesień) 😉 i dojrzałych granatów… 3 dni to zdecydowanie za mało by poznać to miasto.






















04/09 W poszukiwaniu ‚zaginionej’ Triany

Tego dnia pierwszym puktem naszej wycieczki bylo Charco de la Pava (pchli targ). Targ niektórym z nas przypominał targ w Warce, a innym warszawski Stadion XX-lecia. Można tam zakupić wszystko czego dusza zapragnie: owoce, warzywa, używane buty, zdezelowany sprzęt audio-wideo, zabawki z lat 80-tych, drewniane rowery, stare aparaty fotograficzne, maszyny do szycia, rzeźby z kości słoniowej, szczeniaki, obrazy, stare piloty do telewizorów, etc…, czyli mydło i powidło w rzeczy samej. Ogrom samochodów, tłok, skwar, chaos…











Następnym naszym celem tego dnia był park rozrywki Isla Magica położony na wyspie Cartuja, który zajmuje część terenów przygotowanych pod Expo ’92 – jednak cena wstępu (€29/os.) oraz ogrom krzyczących dzieci skutecznie zniechęciły nas do rollercoaster’owych szaleństw.
Postanowiliśmy więc udać się na spacer wzdłuż rzeki Gwadalkiwir w poszukiwaniu Triany – dzielnicy azulejos, cyganów i flamenco… Pomimo naszych najszczerszych chęci – jedyne co nam wyszło to odciski na stopach 🙂 Brak kondycji i żar płynący z nieba spowodowały, że się poddaliśmy.
Po drodze mijaliśmy Park Nauki i Nowych Technologii, gdzie mogliśmy się przyjrzeć najciekawszym pawilonom Expo ’92.






Zajrzeliśmy również do fabryki wyrobów ceramicznych





































A na koniec, zmęczni, obolali i zawiedzeni  udaliśmy sie na drugi brzeg rzeki w kierunku katedry.
Po lunchu (sałatka z tuńczykiem i vino blanco) postanowiliśmy zwiedzić Real Alcazar (Szpital Wielebnych Kapłanów położony w Barrio de Santa Cruz).


































































Niestety na samą katedrę zabrakło nam cieprliwości do stania w kolejce więc mamy powód aby wrócić do Sevilli 🙂













03/09 Dzień ‚0’

Wylot do Sewilli naszymi ‚ulubionymi i tanimi’ liniami lotniczymi Ryanair nie odbył się bez niespodzianek. Podcza odprawy zostaliśmy uprzejmie poinformowani przez naszego rodaka, że nie mamy wykupionych głównych bagaży (sic!)…. a co za tym idzie byliśmy zmuszeni do poniesienia nieplanowanych kosztów w kwocie €80 (€40 za bagaż). Chyba nie muszę pisać jak ów incydent wpłynął na nasze nastroje….


Do Sewilli dotarliśmy około godziny 18.00. Słońce…., chmur jak na lekarstwo, wiatr… jaki wiatr? Welcome to Analucia!!!! Zaczynamy nasz urlop 😀


Do centrum z lotniska dotarliśmy autobusem linii EA (€2.40 za bilet). Do samego hotelu musieliśmy dojechać kolejnym, cudownie klimatyzowanym autobusem linii C4 (€1.30 za bilet) i tu pierwsze zderzenie z lokalnymi zwyczajami:



1) chcesz kupić bilet autobusowy – kupujesz go u kierowcy ale musisz mieć drobne – inaczej nie dostaniesz reszty.
2) No speak English – nawet nie próbuj pytać kierowcy autobusu o droge po angielsku bo Cię nie zrozumie (niestety mój hiszpański pozostawia sporo do życzenia, więc trzeba było się pogimnastykować).
3) Kierowca autobusu ma prawo do przerwy na papierosa tudzież na pogawędkę z innymi kierowcami kiedy mu przyjdzie na to ochota, więc uzbrój sie w cierpliwość bo nigdy nie wiesz, kiedy autobus, którym jedziesz, zatrzyma się na dłużej niż to konieczne, na którymś z przystanków.


Hotel Eurostars Regina znaleźliśmy bez większych problemów. Pokój mamy mały, przytulny z widokiem na patio hotelowe i fontannę.


Nasz pierwszy spacer po Sewilli.
Jak to na prawdziwych turystów przystało udaliśmy się w stronę centrum miasta, by zobaczyć sewilską katedrę i wieżę la Giralda.





Katedra pięknie oświetlona wieczorową porą, zrobiła na nas spore wrażenie. Tuz obok hiszpan grał pięknie na gitarze andaluzyjskie flamenco…




gdzieś w oddali Para Młoda przechadzała się w stronę Real Alcazar…




 a my wygłodniali błądziliśmy ulicami dzielnicy Santa Cruz w poszukiwaniu przytulnej restauracji. Każdy z nas tego wieczora skosztował morskich specjałów z większą bądź mniejszą ilością soli 😀 (w Casa Robles)…

Przygotowań ciąg dalszy

Niecałe 4 tygodnie pozostały nam do wytęsknionych wakacji. Plan wycieczki nabrał już bardzo konkretnego ‚kształtu’, hotele i hostele zarezerwowane, samochód wynajęty, wstępne wydatki podsumowane… (ten ostatni punkt niekoniecznie napawa nas optymizmem ale teraz to już z górki).


16-sto dniowy andaluzjski tour podzieliliśmy następująco:
Sevilla 3 doby
Cadiz 2 doby
Algeciras 3 doby (1 dzień Tarifa, 2 dzień Ceuta, 3 dzień Gibraltar)
Granada 3 doby
Almeria 1 doba
Malaga 3 doby


Trasa przejazdu pozostała bez zmian, będzie weryfikowana na bierząco podczas podróży 🙂

Na początek: Plan naszej podróży






Naszą andaluzyjską przygodę zaplanowaliśmy na początek września 2011.


Zaczynamy w Sewilli a kończymy w Maladze. Planowany czas podróży to 2 tygodnie.


Po drodze zamierzamy odwiedzić Kadyks, Tarifę, Algeciras, Ceutę, Gibraltar, Rondę, Granadę, Almerię, Góry Sierra Nevada i Nerję (to oczywiście pobieżny plan, który będzie weryfikowany w trakcie). W sumie mamy do przejechania około 1000 km (nie licząc przeprawy promem do hiszpańskiego zakątka w północnej Afryce).


Już nie możemy się doczekać!!!